sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 5

                              " Wszystko co zaczyna się źle, kończy się jeszcze gorzej "

* DEMI *

- To była przepiękna piosenka, gdzie nauczyłeś się tak grać? - powiedziałam, kiedy Niall skończył grać.
- Mój tata miał gitarę i od małego uczył mnie grać.
- Musi być z ciebie dumny.
- Pewnie był..... - powiedział i opuścił głowę z dół, od razu zauważyłam, że mówiąc te słowa popełniłam błąd
- Przepraszam
- Nic się nie stało, nie wiedziałaś, umarł kilka lat temu, ta gitara to prezent od niego, podarował mi ją tuż przed swoją śmiercią
- Przykro mi - odpowiedziałam, a Niall podniósł swoją głowę i posłał mi blady uśmiech. Nastąpiła między nami cisza, ale nie była ona krępująca, każde z nas potrzebowało chwili na uporządkowanie swoich myśli. Gdybym znała go o wiele lepiej i dłużej to moim kolejnym ruchem byłoby przytulenie go, lecz teraz nawet jeśli bardzo chciałam go pokrzepić to uważam, że nie byłoby to na miejscu. Pozostanie mi jedynie odciągnięcie jego myśli od bolącego tematu, przy okazji i ja zapomnę choć na chwilę o swoich problemach. Kiedy miałam już coś powiedzieć usłyszałam pierwsze dźwięki gitary i cichy śpiew. Spojrzałam na mojego towarzysza, który wpatrzony był w swój instrument i widać było po nim, że w tym momencie przeniósł się do swojego świata. Oparłam głowę o drzewo i zaczęłam wsłuchiwać się w dźwięki melodii i jego głos.
Słowa piosenki były jak wyjęte z mojego serca. Piosenka idealnie oddawała to co czuję.

* NIALL *

Kiedy skończyłem śpiewać i grać spojrzałem na blondynkę, zauważyłem w jej oczach łzy.
- Coś się stało? - spytałem
- Nie, nic. Muszę już wracać do domu - odpowiedziała wstając
 - Odprowadzę cię - zaproponowałem
- Nie! To znaczy, dziękuje, ale pójdę sama
- Na pewno?
- Tak, przepięknie śpiewasz i grasz, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła posłuchać
- Kiedy tylko będziesz chciała
- To ja już pójdę, do zobaczenia
- Do zobaczenia - odpowiedziałem, a postać dziewczyny zaczęła oddalać się coraz bardziej. 
Mogę jednoznacznie stwierdzić, że może nie spędziłem z nią wiele czasu, ale te kilka godzin wystarczyło bym ją polubił i zauważył, że ma jakiś problem. Znam się na tym, Zayn dawniej zachowywał się tak samo, jest skryty i nie łatwo poznać, że coś go trapi, lecz znamy go na tyle, by wiedzieć, że coś jest nie tak. 
Nie wiem z jakimi problemami zmaga się ta dziewczyna, ale czuję wewnętrzną potrzebę jej pomóc.
- Bo ty, mój drogi Niallu, chcesz całemu światu pomagać - odezwał się mój głosik w głowie. I to racja, chcę pomagać wszystkim wokoło, taki już jestem i nic na to nie poradzę.  Zabrałem swoją gitarę i zacząłem zmierzać do domu.

* DEMI *

Kiedy dochodziłam do domu, zauważyłam, że nie ma ani limuzyny, ani prywatnych samochodów moich rodziców, więc w domu ich nie było, lecz żeby nie ryzykować weszłam tak jak uciekłam. 
W głowie przez cały czas miałam słowa piosenki jaką śpiewał Niall. Nie mogłam się jej pozbyć, była jakby idealnym odwzorowaniem moich uczuć. Wystarczyła chwila bym polubiła tego chłopaka, a moja sympatia do niego wzrosła po właśnie tej piosence. 
Poszłam do łazienki i przebrałam się w swoją piżamę. Kiedy wyszłam usiadłam na łóżku, a na kolanach położyłam laptopa. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić na dół, zwłaszcza kiedy usłyszałam jak moi rodzice wracają do domu, wszystko mnie boli i przypomina mi o ranach i siniakach na moim ciele. Cud, że mnie jeszcze nie zabił. 
Podczas przeglądania zdjęć na laptopie usłyszałam pukanie do drzwi. Moje serce zaczęło szybciej bić, a krew szybciej płynąć w żyłach. W myślach błagałam tylko o to by to nie był ON. Powiedziałam drżącym głosem proszę, drzwi się otworzyły, a do mojego pokoju weszła kobieta zwana moją matką. 
- Witaj Demi, dobrze, że nie śpisz - powiedziała i spojrzała na moją twarz, lecz nic się nie odezwała na ten widok. Nigdy nie uwierzę, że nic nie zauważyła. Jak można nie widzieć, że twarz twojego dziecka jest poharatana i w kilku miejscach posiniaczona?! 
- W piątek jest przyjęcie dobroczynne na które zaproszony jest twój ojciec z całą rodziną. Więc jestem pewna, że wiesz co masz robić. Sukienkę kupiła ci już Nancy na specjalne polecenie twojego ojca, kóry zadecydował jaka ona ma być, wisi w twoje garderobie, więc nie musisz iść na zakupy. Twoim jedynym obowiązkiem jest to co zawsze. Pamiętaj. A teraz życzę ci dobrej nocy, córeczko  - ostatnie słowo zaakcentowała, a mnie od razu zebrało sie na wymioty. Kochająca matka się znalazła od siedmiu boleści, czasami na prawdę żałuję, że mnie nie usunęła. Słowa jakie wypowiedział ojciec kiedy się na mnie wyżywał nie były dla mnie zaskoczeniem. Upewnił mnie bardziej w tym, że powinnam umrzeć. Chociaż zachodzi pytanie: Skoro tak bardzo mnie nienawidzi, to dlaczego sam mnie nie zabije?! A dlatego, że on kocha patrzeć jak cierpię, śmierć i zabicie mnie by było za łatwe, ale może ja mu w tym pomogę?
Wstałam i skierowałam się do łazienki. Wyłączyłam racjonalne myślenie, w mojej głowie pojawiały się jedynie słowa, jakie podrzucała mi moja psychika.
JESTEŚ DO NICZEGO! NIKT CIĘ NIE CHCE! NIKT CIĘ NIE KOCHA! LEPIEJ UMRZEĆ NIŻ CIERPIEĆ! PO CO W OGÓLE ŻYJESZ? NIE LEPIEJ BY BYŁO ZNIKNĄĆ Z POWIERZCHNI ZIEMI? I TAK NIKT BY SIĘ TYM NIE PRZEJĄŁ
Czułam jak każde słowo przybiera na sile i coraz mocniej uderza w moje emocje i psychikę. Wyjęłam z szafki żyletkę. Usiadłam na zimnych kafelkach opierając się o ścianę. Patrzyłam pustym wzrokiem na przedmiot trzymany w moich dłoniach, a głosik w mojej głowie co chwila powtarzał mi, że powinnam to zrobić, ulży mi. Posłuchałam się go.....
Przysunęłam metalowy przedmiot bliżej moje skóry na nadgarstku, lekko pociągnęłam i już po chwili widać było pierwsze krople krwi, a ja czułam jakby z mojego serca zrzucony został malutki kamień, poczułam się lepiej. Po tym zrobiłam kolejne cięcie i kolejne powodując, że szkarłatny płyn zaczął w coraz większych ilościach wypływać i skapywać na kafelki.

* HARRY *

Siedzimy wszyscy w salonie i czekamy na naszego najmłodszego przyjaciela, który wyszedł kilka godzin temu i do tej pory nie wrócił. Kiedy usłyszeliśmy jak skrzypiące drzwi wejściowe się otwierają, każdy z nas skierował swoją głowę i wzrok w tamtą stronę.
- Matko Jedyna, Niall! Mógłbyś czasami mówić gdzie idziesz i kiedy wrócisz, wiesz jak się martwiliśmy? - zaczął gadać Louis
- Dobrze tato! - powiedział i uśmiechnął się, ponieważ Lou nie cierpiał jak Niall mówił do niego tato, ale czasami się serio tak zachowywał, poza tym był z nas najstarszy.
- Ja ci dam tato! Gdzie byłeś?
- Nad jeziorem niedaleko, grałem na gitarze
- Nie trudno było się tego domyśleć - powiedział Zayn i wskazał na gitarę
- Hahahha, bardzo śmieszne
- A coś więcej? - Liam postanowił zabrać głos
- Co więcej? - odpowiedział Niall
- No mów, co tam więcej robiłeś, kogoś spotkałeś, mam rację?
- Ja!, Nieeeee
- Jasne, jasne oczy ci się świecą
- Kogo spotkałeś? - spytałem
- No dobra, pamiętacie tą dziewczynę  na którą Harry wylał przez przypadek wino?
- Musisz teraz to wywlekać? - spytałem poirytowany
- Ja nie o tym, chodzi mi o tą dziewczynę
- Tę blondynkę? - spytał Zayn
- Tak
- To co z nią?
- Właśnie to ją spotkałem
- Spotkałeś jedną z najpopularniejszych i najbogatszych dziewczyn z prywatnej szkoły? - spytał z niedowierzaniem Liam
- Tak, ma na imię Demi i w cale nie powiedziałbym, że taka jest, wyglądała na normalną dziewczynę i tak się zachowywała
- Jasne, a mi tu wyrasta kaktus - pokazałem na swoją głowę - takie rozkapryszone dzieciaki nigdy nie zachowują się jak normalni ludzie - powiedziałem
- A wtedy na przyjęciu? - wtrącił się Lou -
- Miała za dużo alkoholu we krwi i dlatego była miła, może i jest ładna, ale zadufana w sobie.
- Skąd to niby wiesz? - spytał Niall
- Bo bogate dzieciaki takie są, nie mają żadnych problemów i śpią na kasie podczas gdy ty ledwo masz co jeść
- Wiesz co Harry? Z tobą nie idzie na ten temat rozmawiać, nie znasz jej więc nie oceniaj
- A ty ją niby znasz?
- Znam
- Skoro tak, to gadajcie sobie, ja idę do siebie. Nie będę słuchał o rozkapryszonych dzieciorach - odpowiedziałem i wyszedłem z salonu. Przez nią o mały włos nie pokłóciłem się z przyjacielem. Rozkapryszona, zadufana w sobie laleczka barbie , nie cierpię takich osób. Mam nadzieję, że więcej razy ją nie spotkam.

* 3 DNI PÓŹNIEJ *

Stoję właśnie w garderobie przed lustrem i robię ostatnie poprawki w moim wyglądzie. Nie mogę wyglądać źle, muszę wyglądać tak jak każde mi ojciec. Moje siniaki już trochę wyblakły, a zranienia na twarzy zostały skutecznie przykryte makijażem. Zaczęłam zakładać kolczyki, kiedy usłyszałam ten głos.
- Ślicznie wyglądasz córeczko - powiedział z wyczuwalnym chłodem w głosie - Dokładnie tak jak chciałem - Podszedł do mnie od tyłu i objął. Czułam jego dotyk na co całe moje ciało się spięło, a serce szybciej bić i  jego oddech przy swoim uchu.
- Masz grać kochającą córkę, masz ich przekonać, że tak jest. Wiem, jaką świetną aktorką jesteś Demi. Jeśli coś ci się nie uda, pamiętaj, że gorzko tego pożałujesz, dlatego rób to co mówię - powiedział prosto do mojego ucha. Pocałował mnie w policzek i wyszedł. Zsunęłam się na podłogę, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. 
Lecz w tym samym momencie przypomniała mi się piosenka, którą śpiewał Niall i poczułam, że tylko dzięki niej nie sięgnę po raz kolejny po żyletkę tylko stawię czoła dzisiejszej kolacji.

Skies are crying
I am watching
Catching teardrops in my hands
Only silence as it's ending,
Like we never had a chance
Do you have to, make me feel like
There's nothing left of me?

You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper
Go on and try to tear me down
I will be rising from the ground
Like a skyscraper!


As the smoke clears
I awaken, and untangle you from me
Would it make you feel better
To watch me while I bleed?
All my windows, still are broken
But I'm standing on my feet

You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper
Go on and try to tear me down
I will be rising from the ground
Like a skyscraper!
Like a skyscraper!

Go run, run, run
I'm gonna stay right here
Watch you disappear, yeah
Go run, run, run
Yeah it's a long way down
But I'm closer to the clouds up here

You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper, Oh
Go on and try to tear me down
I will be rising from the ground

Like a skyscraper!

..........................................................................................................................................................

Hej! Chciałam was tylko poinformować, że opowiadanie od początku do końca będzie o Hemi czyli Harrym i Demi, jak na razie chłopaki pojawiają się sporadycznie lecz obiecuje, że już niedługo będziecie mieli ich dosyć. Pojawią się już w następnym rozdziale. Historia musi rozwijać się powoli :) . A jak wam się podoba ten rozdział?

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 4 cz. 2

Uwaga! Co dzisiaj za dzień?! Tak! Premiera! Kto z was już zakupił nową płytę? Ja właśnie przy niej piszę wam ten rozdział, więc mam nadzieję, że dzięki temu wyjdzie jeszcze lepszy :D

" Wiesz co jest najgorsze w człowieku?
 To, że pamięta i nawet gdy bardzo chce, nie potrafi zapomnieć.
 Łzy się leją. 
Myśli się kotłują.
Serce pęka każdej nocy na nowo, tylko dlatego....że pamiętamy.
Pamięć nas zabija."

* DEMI *

Czym jest tak na prawdę poczucie bezpieczeństwa? Nie chodzi mi o zwykłe bezpieczeństwo i jego poczucie, jak zapięte pasy podczas szybkiej jazdy samochodem. Chodzi mi o taki domowe bezpieczeństwo, w domu, w rodzinie. 
Jest to zero strachu, zero cierpienia, zero wołania o pomoc. 
Pełno ciepła, miłości, wzajemnego zrozumienia, bezinteresownego zainteresowania, pomocy w razie problemów. 
Dla każdego to słowo może mieć inne znaczenie, lecz na ogół kryje to samo - ZERO BÓLU i pewność, że miejsce w którym przebywamy, z tymi właśnie ludźmi zwanymi naszymi przyjaciółmi i rodziną to NASZE ODPOWIEDNIE I WŁAŚCIWE MIEJSCE NA ZIEMI.

Mój wzrok wpatrzony jest w budynek za oknem, który jeszcze wczoraj stał w płomieniach, teraz jest spalony, a uczniowie z tamtej szkoły nie mają jak na razie, gdzie się uczyć. Moje myśli krążą wokół
wczorajszego wydarzenia, nie zwracam kompletnie uwagi na to co mówi nauczycielka. W rytm piosenki, którą zapamiętałam podczas jazdy samochodem pukam delikatnie palcami w ławkę.
Do rzeczywistości zostaję sprowadzona kiedy na mojej ławce ląduje biała kartka. Spoglądam na nią i od razu rozpoznaje sprawdzian, który pisałam tydzień temu.
- Przykro mi Demi, ale znów dostałaś 4 ( czyli chyba C, jak na ich oznakowania, ale napisałam nasze ). Jestem zawiedziona, ponieważ opuszczasz się w nauce - usłyszałam głos nauczycielki tuż nad sobą, więc podniosłam głowę i nawiązałam z nią kontakt wzrokowy - Jestem zmuszona zadzwonić do twojego ojca.
- Co?! Nie! - po jej słowach poczułam jakby ktoś wylał mi kubeł zimnej wody na plecy - Błagam tylko nie do niego - widziałam jak inni zainteresowali się moim zachowaniem i byli zdziwieni, co prawda mnie też zdziwiło moje nagłe zachowanie, ale wiem co będzie jeśli nauczyciela zadzwoni do ojca.
- Demetria! Jak śmiesz wstawać z miejsca i na dodatek podnosić głos?!. Do dyrektora! Natychmiast! - na jej słowa, na moim ciele pojawiła się gęsia skóra, a po całym ciele rozeszły się dreszcze. Pierwszy raz pójdę do dyrektora i to za co?! Przecież  nic nie zrobiłam. - Na co czekasz? Na oklaski?! Marsz do dyrektora, natychmiast.
- Tak pani profesor - odpowiedziałam cicho i zabierając swoją torbę wyszłam z sali.
Kiedy znalazłam się na korytarzu w moich oczach pojawiły się łzy, nadal mam siniaki po ostatnim razie. Nie chcę mieć kolejnych, nie chce znów poczuć tego bólu.

*******

Kiedy stawiam pierwsze kroki na zewnątrz, czuje przeszywający chłód, który czuje zawsze, kiedy w pobliżu pojawia się mój ojciec. Podnoszę głowę i moje cholerne przypuszczenia się sprawdziły. W sercu moja nienawiść do tej szkoły jak i do człowieka zwanego moim ojcem wzrasta. Stoi obok naszej limuzyny. Łapiemy przez chwilę kontakt wzrokowy i już czuję, że jeśli przeżyję do jutra to będzie to wyłącznie cud.
Patrząc w dół, na swoje buty idę w jego stronę. Otwiera mi drzwi i milczy, ale doskonale wiem, że jest wkurzony do granic możliwości. On nie może dopuścisz by jego córka sprawiała mu wstyd swoimi ocenami i zachowaniem.
Wsiadam do środka, a on zamykając drzwi wsiada i siada na przeciwko mnie. Czuję jego przeszywający wzrok na sobie. Swój utkwiłam na pasku od torebki, który ściskam z dłoniach.
Kiedy wysiadamy czuję jak mój strach wzrasta, niemalże paraliżując moje ciało. Ojciec staje obok mnie i chwyta z całej siły za ramię i popycha do przodu. Mark jakby tego nie zauważając wsiada z powrotem do limuzyny i odjeżdża.
Wpadam do środka popchnięta przez ojca z całej siły. Upadam na podłogę potykając się o próg.  On podchodzi do mnie i chwytając za włosy podnosi do góry. Czuje niewyobrażalny ból. Popycha mnie na ścianę, by po chwili mnie do niej docisnąć swoimi łapskami.
- Zdajesz sobie sprawę z tego jak ja teraz pokaże się tym ludziom na oczy?!  - pyta nad zwyczaj spokojnie, po czym uderza mnie w twarz. Czuje palący i pulsujący ból.
- Coś ty sobie myślała?! - odsuwa mnie trochę od ściany, by za chwile z powrotem z całej siły mnie do niej przycisnąć. - Wiele lat pracowałem nad swoim wizerunkiem, potem pojawiłaś się TY!! Zniszczyłaś moją karierę z chwilą swoich narodzin!!! Chciałem żebyś zginęła, lecz nie, twoja matka musiała urodzić bachora. Urodziła, a ja na nowo budowałem swój wizerunek, przysiągłem sobie, że zapłacisz mi za to, że kiedyś mi go zniszczyłaś. Nie pozwolę tym bardziej, byś zrobiła to po raz drugi!!!!!!!! - krzyknął i popchnął mnie na szklany stolik, który stał niedaleko nas. Upadłam na niego całym swoim ciałem. Czułam jak szkło wbija się w moje ciało, moje dłonie. Czułam jak krew zaczyna spływać mi po twarzy.. Nie miałam na nic siły. Po chwili przed moimi oczami, które miałam wpatrzone w podłogę na którą skapywały kropelki szkarłatnego płynu, pojawiły się jego buty. Ponownie złapał mnie za włosy i uniósł moją głowę tak, bym na niego spojrzała.
- Pożałujesz tego, że się urodziłaś, pożałujesz wszystkiego - wycedził przez zęby prosto w moją twarz po czym odszedł zostawiając mnie.
Moje ciało wołało o pomoc. Z trudem, przy użyciu wszystkich swoich sił podniosłam się z podłogi i poszłam do swojego pokoju. Tam, nie patrząc w lustro zaczęłam wyjmować szkło ze swoich dłoni i opatrywać swoje rany. Przez te wszystkie lata, nauczyłam się to robić niemal jak pielęgniarka z wieloletnim stażem.
Kiedy skończyłam, przebrałam się w luźniejsze ciuchy, założyłam bluzę z kapturem i po cichu wyszłam przez balkon ze swojego pokoju do mojego tajemniczego miejsca, gdzie mogłam swobodnie pomyśleć. Nikt o nim nie wiedział, więc byłam pewna, że chociaż tam będę mieć spokój. 

 ****

Kiedy się zbliżałam do mojego celu usłyszałam dźwięki jakiejś piosenki. Stanęłam i zaczęłam wsłuchiwać się w płynącą muzykę i mogłam jednoznacznie stwierdzić, że to ktoś grał przepiękną melodię na gitarze. Szłam do miejsca z którego wydobywała się muzyka i okazało się, że tajemniczy blondyn grał na gitarze właśnie w moim miejscu. Bałam się podejść, więc ukucnęłam niedaleko na dużym kamieniu i zaczęłam słuchać jak rewelacyjnie gra.
W pewnym momencie poczułam jak nogi mi zaczynają drętwieć, więc postanowiłam zmienić pozycję, lecz kiedy to miałam zrobić straciłam równowagę i spadłam wydając z siebie niekontrolowany pisk.


* NIALL *

Postanowiłem oderwać się od codziennych myśli i problemów. Wziąłem swoją gitarę i mówiąc chłopakom, że wychodzę opuściłem dom i skierowałem się do pewnego ustronnego miejsca w lesie tuż nad jeziorem.
Usiadłem opierając się i drzewo i patrząc na taflę jeziora i zachodzące słońce zacząłem śpiewać to co kryłem
w swoim wnętrzu.
W pewnej chwili jednak usłyszałem pisk. Podniosłem się i z odrobinę szybko bijącym  sercem skierowałem się do miejsca z którego dochodził pisk. Było to bardzo blisko miejsca, w którym grałem. Ujrzałem jak pewna dziewczyna z trudem podnosi się z ziemi. Postanowiłem jej pomóc.
- Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? Pomóc ci? - pytania wylatywały ze mnie jak z karabinu. Podszedłem bliżej i chwytając dziewczynę za  rękę pomogłem jej się podnieść.
- Tak, dziękuje. Nic mi nie jest - odpowiedziała blondynka, w ogóle nie podnosząc głowy i unikając kontaktu wzrokowego.
- Na pewno? - ponowiłem pytanie
- Tak
- Jeśli tak to spójrz na mnie i to powiedz - powiedziałem stanowczo, ponieważ wiedziałem, że coś jest nie
tak. Znałem się na tym, wiedziałem kiedy ktoś coś ukrywa. Dziewczyna wiedząc, że trafiła na niełatwego przeciwnika podniosła głowę i spojrzała na mnie. Kaptur spadł z jej głowy ukazując w pełni jej blond włosy i twarz, którą miała pocharataną. W jej oczach widziałem strach i łzy.
- Wszystko w porządku - odpowiedziała, a ja widząc, że niezbyt chce się przede mną otworzyć - cóż jestem kompletnie dla niej obcy - odpuściłem.
- Jak masz na imię?
- Demi
- Ja Niall, a więc Demi, co ty tutaj robisz?
- Słuchałam jak grasz
- Ja?! - zapytałem, a moje oczy się powiększyły, do tej pory tylko chłopaki słyszeli jak gram
- Tak - odpowiedziała uśmiechając się lekko
- Bo....Ja....Ten....
- Bardzo ładnie grasz, podobało mi się. Zagrasz coś jeszcze?
- Chcesz?
- Oczywiście

..................................................................................................................................................
ZA WSZELKIE BŁĘDY PRZEPRASZAM
Jak wam się podoba?




sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 4 cz.1

                 " Największy błąd jaki można popełnić w swoim życiu, to poddać się..."


* DEMI*

Podniosłam ciężkie powieki, otwierając oczy, które szczypały i były zmęczone po wielogodzinnym płaczu. Z trudem podniosłam się i usiadłam na łóżku, w głowie odtwarzały mi się wydarzenia z wczorajszego dnia, impreza, sukienka, ojciec i....ból. Na to ostatnie wspomnienie wstałam i skierowałam się do łazienki, by po raz pierwszy od wczoraj zajrzeć do lustra. Moje włosy były jednym wielkim sianem na głowie i każdy stał w inną stronę, moje oczy były podkrążone i zaczerwienione, ale nie to było najgorsze. Z tymi rzeczami da się coś zrobić, najgorsze były moje ręce, na których pojawiły się nowe siniaki od silnego uścisku ojca, podniosłam swoją bluzkę, by obejrzeć w jakim stanie są moje plecy po wczorajszym upadku. Na boku z tyłu miałam wielkiego siniaka, który bolał już od samego patrzenia. Skrzywiłam się na ten widok i opuściłam bluzkę od pidżamy, wyjęłam z szafki kosmetyczkę po czym zajęłam się doprowadzaniem mojej twarzy do normalności.
Kiedy mój wygląd przypominał wygląd normalnej dziewczyny bez problemów wyszłam z łazienki i zaczęłam
szukać odpowiedniego ubrania. Musiałam znaleźć coś, co zakryło by siniaki na rękach i nadgarstkach oraz nie urażało by siniaka na moich plecach. Po dłuższych poszukiwaniach nareszcie znalazłam odpowiedni strój, a na nadgarstki założyłam kilka bransoletek by skutecznie zakrywały rany, ale nie urażały ich. Kiedy byłam w pełni gotowa po cichu otworzyłam drzwi od mojej sypialni i zaczęłam wsłuchiwać się w głosy dobiegające z dołu, nasłuchiwałam czy ojciec jest jeszcze w domu, czy jak zwykle już wyszedł. Na moje szczęście nie było go w domu od dobrych kilku godzin, z tego co dowiedziałam się od Nancy, kiedy zeszłam na dół.
Po zjedzonym w ciszy śniadaniu, wyszłam z domu i pojechałam jak zwykle do szkoły.


* HARRY *

Kiedy otworzyłem oczy czułem, że jestem bardziej zmęczony niż gdybym w ogóle nie spał. Całą noc spałem " na raty" budziłem się, nie mogłem spać, przekręcałem się z boku na bok,  moja podświadomość cały czas jak nie wypominała mi, że wyrzucili nas z roboty przeze mnie, to przypominała mi uroczy uśmiech nieznajomej dziewczyny. I przez to też nie mogłem spać, myślałem o niej, o jej zachowaniu, o tym jak ma na imię..
- Harry! Błagam pośpiesz się, bo nie zdążymy znów na lekcje - z rozmyślań podczas ubierania się wyrwał mnie głos Louisa
- Już idę - odpowiedziałem i zabierając swój plecach wyszedłem z pokoju.
                                                              ***

Lekcje mijały jak zwykle, chociaż dzisiaj dłużyły się niemiłosiernie, na dodatek za chiny nie mogłem wyzbyć się z głowy wspomnienia z dziewczyną. Patrzyłem tempo na tablicę, a myślami byłem zupełnie gdzie indziej. Powróciłem na ziemię dopiero, kiedy poczułem jak Zayn mnie szturcha.
- Co jest? - spytałem, odwracając głowę w kierunku mulata
- Od kiedy w sali gimnastycznej jest komin?
- Jaki komin? Zayn coś ty brał? - spytał Liam, który najwidoczniej usłyszał jego pytanie
- No nic, ale zobaczcie, z sali gimnastycznej leci dym.
Na jego słowa cała nasza trójka, pomimo sprzeciwu i gadania nauczycielki, wstała i podeszła do okna, pomimo tego, że siedzieliśmy zaraz przy nim. Zgodnie ze słowami mulata z sali gimnastycznej unosił się czarny jak smoła dym, kiedy nauczycielka również spojrzała w tamtą stronę, do naszych uszu dobiegł dźwięk trzech dzwonków sygnalizujących pożar. Każdy zaczął w szybkim tempie opuszczać sale, kiedy miałem odchodzić od okna, zauważyłem jak ktoś ubrany na czarno, powoli i tak jakby chciał pozostać niezauważalnie odchodzi od tylnich drzwi prowadzących na sale gimnastyczną. Chciałem przyjrzeć się bardziej tajemniczej postaci, kiedy poczułem swąd dymu i jak Liam pociąga mnie za rękę.
Zostaliśmy w sali tylko my, kiedy wyszliśmy na korytarz poczułem niewyobrażalne ciepło, zacząłem się dusić,
spojrzałem w lewo i dostrzegłem ścianę ognia, nie wiem jakim cudem, ale najwidoczniej pożar nie wybuchł jedynie w sali gimnastycznej, ale i w innych salach lekcyjnych. Czułem, że coraz bardziej zaczyna brakować mi powietrza, zniżyliśmy się i zakryliśmy usta częściami naszych koszulek, po czym jak najszybciej skierowaliśmy się w stronę wyjścia z budynku szkoły.

*DEMI *

Siedziałam na lekcji nużącej lekcji matematyki, kiedy do moich uszu dotarł stłumiony przez szybę dźwięk dzwonków alarmowych. Podniosłam głowę i spojrzałam w okno, kiedy to zrobiłam, rozbrzmiał dzwonek sygnalizujący przerwę, każdy wyszedł na zewnątrz by zorientować się co się dzieje. Wokół szkoły na przeciwko stało kilka wozów strażackich oraz karetek pogotowia, a z jej wnętrza wydobywał się dym. Szkoła stała w płomieniach. Uczniowie tamtej szkoły w szybkim tempie opuszczali jej budynek, na moim
ciele powstała gęsia skórka. Od zawsze bałam się ognia, jest to najgorszy według mnie żywioł, ponieważ zniszczy wszystko co ma na swojej drodze. Stałam i nie wiedziałam co robić, co prawda nie była to moja szkoła, ale czułam wewnętrznie, że powinno się pomóc tym ludziom, widać było, że nauczyciele nie potrafią zapanować nad paniką jaka ogarnęła niektórych uczniów. Rozejrzałam się dookoła, na twarzy większości uczniów z mojej szkoły widniał pełen pogardy uśmiech. Słyszałam jak wyzywają i naigrywają się z tamtych ludzi. Do moich uszu dochodziło pełno wyzywających i szyderskich tekstów.
http://4.bp.blogspot.com/-ns47SyPsrRs/T-ohvV7HIPI/AAAAAAAAAQc/T1AwpJ2QrmQ/s1600/beautiful-niall-horan-one-direction-Favim_com-267823.jpg" Dobrze im tak", " Nareszcie koniec z plebsem", " Szkoda, że się tam nie spalili żywcem", to tylko niektóre z nich.  Kiedy stałam i czułam, że jestem bezradna, bo sama nic nie zdziałam, mój wzrok przykuła grupa pewnych chłopaków, po dłuższym przyjrzeniu się ich twarzom, mogłam poznać, że to ci, którzy byli kelnerami na imprezie Margaret, tyle, że brakowało dwóch. Na twarzy jednego z trójki, którzy stali, widać było strach, niepokój, musiał być najstarszy, po reszcie również widać, że bardzo się martwią. Nagle drzwi od wejścia do szkoły się otworzyły i wyszła z nich pozostała dwójka, brunet i chłopak z lokami, który przez przypadek wylał na mnie wino. Ciężko oddychali i co chwila widać było że kaszlą.  Spojrzałam na resztę i od razu można było rozpoznać ulgę jaka ich ogarneła. Do bruneta i loczka dobiegł sanitariusz i zabrał ich do karetki, a ja uświadomiłam sobie, że moi przyjaciele w takim momencie interesowali by się jedynie sobą i tym ile pieniędzy stracili.

......................................................................................................................................................
Nie obrażę się jak nie będzie żadnego komentarza, ponieważ ten rozdział sięgnął dna, jest taki do bani, że aż nie mieści się w skali beznadziejności. Obiecuje, że następny będzie leszy, bo jest w nim więcej akcji, a za ten was ogromnie przepraszam. Kolejny rozdział jeśli mi się uda to postaram się napisać w poniedziałek i dodać, ale nie gwarantuje, bo mam problemy ze wzrokiem i może być tak, że nie będę w stanie nic napisać.

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 3

" Ludzie nie płaczą, bo są słabi. Płaczą, bo zbyt długo byli silni. "

* HARRY *

Mój mózg natychmiast włączył system alarmowy, spodziewałem się głośnego pisku, krzyku, zbluzgania mnie i zmieszania z błotem. Spojrzałem nie powiem ze strachem w oczach na dziewczynę w jasnej sukience
przede mną, którą widziałem już któryś raz, bo czasami przyglądam się jej kiedy stoi przed szkołą , jej usta utworzyły się w charakterystyczną literkę " O ", wszyscy wokoło nas przestali wykonywać swoje czynności i zapadła cisza, nie licząc grającej muzyki w tle. Czułem wzrok wszystkich obecnych, patrzyłem na dziewczynę i mimo, że wiele razy przez to przechodziłem (Czyt. totalne sponiewieranie ), bałem się, ale nie tyle tego, co może mi nagadać, bałem się, że przez ten głupi powiedzmy szczerze - wypadek, mogę zakończyć swoją "pracę" i wrócić do domu, oczywiście z pustymi rękoma, a pieniądze są w tej chwili nam bardzo potrzebne. Analizowałem krok po kroku zachowanie dziewczyny, by w razie czego jednak samemu się wycofać. Jej brązowe tęczówki odnalazły moje, najgorsze w tym wszystkim było to, że za nic
nie mogłem nic z nich wyczytać. Ale i tak nie to było w tym wszystkim najdziwniejsze. Żebyście widzieli moją reakcje kiedy blondynka zamiast na mnie krzyczeć i płakać, co ja to jej zrobiłem, że to jej najlepsza sukienka i , że w życiu nie było mnie na nią stać, ona najzwyczajniej w świecie zaczęła się śmiać. Moje oczy miały wielkości piłeczek ping pongowych, byłem w takim szoku, że nie mogłem wydusić z siebie odpowiednich słów. Po chwili jednak powróciło mi zdrowe myślenie.
- Przepraszam - powiedziałem szybko, zdając sobie sprawę, że od samego początku, nie powiedziałem tego jakże ważnego słowa, dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się delikatnie, czym kolejny raz mnie zaskoczyła.
- Oj daj spokój - Daj spokój?! Czy ona właśnie spokojnie odpowiedziała daj spokój?! Czy ja aby dobrze trafiłem? Na przyjęcie snobów, to tutaj?
- Powinienem bardziej uważać, na prawdę cię przepraszam.
- To tylko sukienka, nic się takiego nie stało- powiedziała i znów delikatnie i nie powiem uroczo się do mnie uśmiechnęła, ale muszę zachować zdrowy rozsądek, zwierzęta też są miłe, a później znienacka nas atakują.
- Nic się nie stało??! Czy ty siebie słyszysz ? Z tego co wiem, ten pacan wylał wino warte 6 tysięcy za butelkę, na sukienkę z tego co wiem wartą 40 tysięcy i ty mówisz, że nic się nie stało?!! - a nie mówiłem? Obok nas zmaterializowała się z tego co wiem jubilatka, Maci, Martha, Margaret, czy jak jej tam i nastało to czego się obawiałem.
- Margaret uspokój się.... - sytuację i tak już napiętą próbowała zahamować blondynka
-  Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? Idź do łazienki, a ty!! - krzyknęła wskazując na mnie - wylatujesz!!!!!!!! Masz się stąd wynosić, ty i ci twoi zakichani kumple, popełniłam ogromny błąd zatrudniając plebs, mogłam się spodziewać, że coś odwalicie, nie jesteście normalni - zaczęła krzyczeć
- Może uważaj odrobinę na słowa ruda lalko Barbie - obok mnie pojawił się Louis - z tego co wiem, powinnaś umieć bardziej wytworniej się wyrażać, a my nie jesteśmy żadnymi śmiećmi, żeby się o nas tak wyrażać
- Jak śmiesz się do mnie odzywać takim tonem, wynoście się, albo zadzwonię po policję - krzyknęła kolejny raz i wskazała ręką drzwi
- Lepiej stąd chodźmy - powiedział do mnie Louis i wszyscy zgodnie opuściliśmy dom.


* DEMI *

Skierowałam się w stronę łazienki, lecz do niej nie dotarłam. Stanęłam w drzwiach i przysłuchiwałam się dalszej wymianie zdań. Miałam przeogromne wyrzuty sumienia, było mi szkoda tego chłopaka, Margaret zachowała się jakby to powiedzieć..... jak świnia. To ja na niego wpadłam i teraz przeze mnie mają kłopoty. Widziałam jak Marga ich wygania, a w obronie - według moich obserwacji - młodszego kolegi staje inny, lecz nic im to nie dało i zostali wyrzuceni. Czułam się okropnie. Poszłam do tej łazienki i aż przeraziłam się, kiedy zobaczyłam jaką mam zniszczoną sukienkę, nie chodziło mi wcale o żadne pieniądze, przypomniały mi się słowa ojca. Na skórze pojawiła mi się gęsia skórka. Jeśli ją zmienię to ojciec się skapnie i każe mi pokazać sukienkę, więc tak czy tak zobaczy, że jest kompletnie zniszczona i nie da się jej uratować. Więc, jakby to określić - Mam totalnie przerąbane!! Spojrzałam na zegarek na lewej ręce, wskazywał 15 minut przed północą. W mojej głowie pojawiła się kolejna czerwona lampka - Tylko masz czas do północy - kolejny nakaz ojca odbijał się w mojej głowie. Otworzyłam czym prędzej moją torebkę i wyjmując iPhone'a zadzwoniłam po Marka.
                                                                ***
Pod domem byłam niecałe 15 minut póżniej, więc prawie równo o północy.
- Dziękuje i dobranoc Mark - krzyknęłam zatrzaskując drzwi od samochodu i z bijącym sercem jak młot pneumatyczny zbliżałam się coraz bliżej drzwi wejściowych. Czułam jak moje wnętrzności się przewracają, a w brzuchu rodzi się miliony wrednych, złych motyli, które tylko potęgują uczucie strachu. Złapałam za klamkę i ją nacisnęłam w wyniku czego drzwi się otworzyły. W środku paliły się tylko boczne światła, mała ilość małych lampek została zamontowana na ścianach by dawać lekkie światło. Miałam ogromną nadzieję, że rodzice już śpią, a zawłaszcza ojciec. Zdjęłam szpilki i po cichu zaczęłam kierować się na schody. Kiedy miałam stawiać krok na piąty już stopień usłyszałam ten znienawidzony przeze mnie głos.
- Masz się natychmiast odwrócić!! - jego głos był surowy, zimny, groźny i pełen jadu. Przełknęłam  gulę, która utworzyła się w moim gardle i zaczęłam powoli się odwracać w jego stronę. Kiedy to zrobiłam natychmiast poczułam jego silną dłoń i piekący ból na policzku.
- Co to jest do cholery jasnej?!!! - krzyknął i wskazał na moją sukienkę - Czy ja nie dosyć jasno się wyraziłem, że masz jej nie zniszczyć?! - zacisnęłam mocno oczy i bałam się cokolwiek odpowiedzieć - Masz odpowiadać jak do ciebie mówię!!!! - krzyknął po raz kolejny, a ja poczułam jak chwyta za moje włosy i pociąga moja głowę do tyłu, po raz kolejny poczułam przeszywający ból - Odpowiedz!!!
- Tak - wyszeptałam cicho, z nadal zamkniętymi oczami
- Co tak i patrz na mnie jak do ciebie mówię!!!!!
- Tak, wyraziłeś się jasno - odpowiedziałam drżącym i cichym głosem, tym razem ze wzrokiem utkwionym w jego czarnych tęczówkach
- Nie jestem twoim kolegom!! - wrzasnął i odepchnął mnie, w wyniku czego spadłam ze schodów, upadając na zimną podłogę i mocno się przy tym obijając - Masz się odnosić do mnie z szacunkiem!!! A za swoją sukienkę sama zapłacisz, pójdziesz do pracy, nie myśl, że będę utrzymywał takie nic jakim jesteś ty - nachylał się nade mną, kiedy byłam skulona na podłodze, powiedział te słowa i odszedł. Po moich policzkach spłynęły kolejne łzy, wstałam i całymi moimi siłami dotarłam do mojej sypialni, gdzie się zamknęłam na klucz i nie zwracając uwagi na nic, rzuciłam na łóżko i dałam się ponieść płaczu rozpaczy, bólu, tęsknoty....

* HARRY *

Podróż do naszego domu była mega krępująca, zła i straszna. Żaden z nas nic nie mówił, a atmosfera była tak gęsta, że można ją było nożem ciąć. Bałem się cokolwiek odezwać, chociaż bardzo chciałem. Chciałem ich przeprosić, powiedzieć, wytłumaczyć, że to był wypadek. Byłem na siebie wściekły, bo to przeze mnie teraz nie wiadomo czy będziemy jeść. Louis zatrzymał samochód przed domem, wysiedliśmy i skierowaliśmy się do domu. Teraz albo nigdy - pomyślałem, kiedy każdy z nas był już w środku.
- Przepraszam - powiedziałem głośno, by każdy słyszał
- Harry daj spokój, to nie twoja wina - usłyszałem głos Liama
- Li ma rację, poza tym gdyby nie ta ruda małpa, nadal byśmy tam byli. Zauważyliście jak bardzo różniła się od tej na którą wylałeś wino - spytał Louis
- Masz rację, była inna - powiedział Zayn - A to nie twoja wina, jeść mi się chce.
- Zamówmy pizze - krzyknął Niall
- A masz kasę? - spytał mulat, na co blondyn na twarzy posmutniał
- Ja mam, zarobiłem dzisiaj trochę, a jutro dowiemy się czy dostaniemy coś za dzisiaj, to z czym chcecie? - wtrącił się Lou
- Ja odpadam - powiedziałem i skierowałem się do swojego "pokoju". Położyłem na "łóżku" i za nic nie mogłem z głowy usunąć uśmiechu tajemniczej blondynki, tej, która jest inna niż każdy, ta która się różni od wszystkich i której imienia nie znam.....
.............................................................................................................................................
Zepsułam końcówkę, przepraszam. Dla ścisłości - Harry nie zakochał się w Demi ( dla wyjaśnienia ), bo niektórzy mogą to tak zrozumieć, ale wy również miałyście taki przypadek kiedy spotkałyście chłopaka i zapadł wam w pamięć, nie? To właśnie jest taka sytuacja, zapamiętał ją, ale nie zakochał - nie tak szybko - :D Za błędy przepraszam. A poniżej nowa bohaterka:



                                                       Margaret Horton  - przyjaciółka Demi

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 2

" Prawda zawsze jest w oczach i często w głosie, ale trzeba słuchać uważnie."

* HARRY *

Dzień jak co dzień, zbliża się ku końcowi. Jest godzina 18, a my jak co dzień siedzimy i albo odrabiamy zadane nam lekcje, albo czytamy, albo się uczymy, bo co innego możemy robić? Czasami wyjdziemy pograć w nogę, ale aktualnie pada, więc nie jest to możliwe. Pozostają nam w takim razie tylko takie opcje, nie mamy telewizora ani wieży, mamy jedynie jakieś radio, które Lou kupił za swoją nędzną wypłatę, ale już się zepsuło i odbiera tylko na jednej stacji, mianowicie Radio Maryja. Wole już się uczyć.
Wszyscy przebywamy aktualnie w naszym "salonie", nie ma jedynie Louisa, bo miał coś ważnego do załatwienia. Razem z Niallem siedzimy na kanapie, Liam siedzi na fotelu z nosem w książce, a Zayn, jak to Zayn, zapadł w swoją drzemkę.
Próbuję po raz kolejny przeczytać zadany nam temat z matematyki, ale nie jestem w stanie, bo któryś już raz przeszkadza mi burczenie w brzuchu Nialla! Kiedy po raz kolejny do moich uszu charakterystyczny dźwięk wydobywający się z jego jamy brzusznej, podniosłem na niego swój wzrok i zmroziłem.
- Przepraszam - powiedział cicho
- Nie no spoko, ja też jestem głodny, ale gdybyś tak mógł odrobinę ciszej - zwróciłem się do Nialla
- Jeśli mowa o jedzeniu, to chyba w lodówce zostało trochę jogurtu - odezwał się Liam, nie podnosząc nawet swojego wzroku z nad książki
- Tak?
- Leć - powiedziałem do blondyna, w tym samym czasie w którym Horan powędrował do naszej kuchni do salonu wpadł jak z procy Tomlinson
- Mam dla nas pracę!!!!!!!!! - wydarł się pełen entuzjazmu na cały głos powodując tym samym, że nasz śpiący Malik zaliczył glebę
- Czego się drzesz jak stare prześcieradło - warknął
- Znalazłem nam robotę w następny weekend - odpowiedział podekscytowany zajmując miejsce obok mnie
- Jak? Gdzie?
- Normalnie, jako kelnerzy. Potrzebują pomocy na jakimś przyjęciu urodzinowym za tydzień i zadzwonili.
- To super, znasz więcej szczegółów? - spytał Liam odkładając książkę na stolik
- A więc tak.....

* DEMI *

- A ta? Dobrze mi w niej? - spytała chyba setny raz Margaret wynurzając się w przymierzalni.
 - Mówiłam ci, że w każdej ci dobrze - skłamała Alyson, dopiero teraz siedząc w fotelu przed przymierzalnią i czekając na dziewczyny zwróciłam uwagę na to jak one są zakłamane, kłamią, bo tak im wygodniej. Tak jak teraz, Alyson nie chce dłużej przebywać w tym sklepie i skłamała, że Margaret dobrze wygląda.
- W tamtej było ci zdecydowanie lepiej, ta cię pogrubia - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a reszta gdyby mogła zabiłaby mnie wzrokiem.
- Wiesz co Demi? Masz rację, biorę ją, dzięki - przytuliła mnie i zniknęła w przymierzalni.

****
- Masz już wszystko przygotowane?
- Tak, zostały mi tylko buty i pójście z rodzicami po prezenty.
- A jakie chcesz?
- No jak to jakie? To oczywiste, że nowy samochód, może jakiś zegarek, o!, albo naszyjnik, muszę jeszcze pomyśleć - wiecie jak się właśnie czuje przysłuchując się tej- mówiącej o niczym- rozmowie? Jak widz, który ogląda jakiś reality show. Na prawdę. Z dnia na dzień utwierdzam się w przekonaniu, że tutaj nie pasuje. Co prawda, gdy są moje urodziny rodzice również pytają co bym chciała i wysyłają po to Marka, ale w sumie, nigdy nie byłam zadowolona z tych prezentów. Bardziej doceniałabym to, gdyby razem ze mną byli w tym wyjątkowym dla mnie dniu. Nigdy ich wtedy nie ma, jestem tylko ja, Nancy i Mark. Każdego roku jest tak samo, jestem ja, drogie prezenty, niby przyjaciele i moje pełne złości i rozżalenia serce.
- A ty co byś wybrała Demi? - głos Margaret wyrwał mnie z zamyślenia
- Słucham?
- Pytam się co być wybrała? Torebkę od Gucciego czy jakieś nowe szpilki?
- Masz całą jedną garderobę szpilek
- No to co? Kolejna nie zaszkodzi, prawda?
- Ale przecież większości z nich nie miałaś na nogach
- Aaaaaa, to dlatego są za małe..... - kolejny dowód na to, że tu nie pasuje.

* Tydzień póżniej *

Właśnie stoję przed lustrem w sypialni i dokonuje ostatnich poprawek przy moim stroju. Mam zakładać
kolczyki, kiedy słyszę pukanie do drzwi.
- Proszę
- Demi, za 15 minut zaczyna się przyjęcie - w pokoju pojawia się postać Nancy
- Już schodzę, dziękuje - odpowiadam, a drzwi się zamykają.
Wkładam na nogi szpilki, biorę torebkę i wychodzę z pokoju. Nareszcie spędzę noc poza domem.
- Tylko masz czas do północy i nie zabrudź tej sukienki! Wydaliśmy na nią całą moją wypłatę - słyszę surowy i znienawidzony przeze mnie głos ojca. Całą wypłatę? Czyli równo 40 tysięcy, a czy ja ją chciałam? Nie, to oni mi ją kupili.
- Tak jest tato - odpowiadam i wychodzę z domu.
***

Po ok. 10 minutach jestem już pod posiadłością Margaret z której już dobiegają pierwsze nuty muzyki.
- Baw się dobrze, zadzwoń, a przyjadę
- Dziękuje Mark
W środku jest już pełno zaproszonych gości, gdzieniegdzie widzę kelnerów w drinkami na tacach. Wzrokiem szukam jubilatki, bym mogła wręczyć jej prezent, lecz nie mogę jej znaleźć. Odkładam go więc, na specjalny stół.
- Demi! - odwracam się i widzę chłopaka z 2 klasy, którego imienia nie znam, ale grunt, że on zna mnie. Przecież jesteś jedną z najbardziej popularnych dziewczyn w szkole, trudno żeby cię nie nie znał - odzywa się głosik w mojej głowie.
- Cześć - odpowiadam z uśmiechem, a co  mi tam, muszę się tylko rozluźnić, jest weekend i zabawa.
- Jak się bawisz? - pyta, a ja czuję od niego sporą dawkę alkoholu
- W zasadzie to dopiero przyszłam
- Dopiero? Więc musisz się dać porwać muzyce, ale najpierw się napij. - sięga po drinka na tacy kelnera obok nas. Mulat z kruczoczarnymi włosami postawionymi do góry obniża tacę w dół, bym mogła wziąć z niej potrzebny napój. Uśmiecha się do mnie na co ja również się uśmiecham i odchodzi, a ja zostaje porwana do tańca.
Po sporej dawce tańca dochodzę do wniosku, że jest mi za gorąco i kieruję się w stronę tarasu, lecz nie jest mi dane dojść do niego szczęśliwie.

* HARRY *

- Idź tam gdzie tańczą, jestem pewien, że są spragnieni i chcą się napić - zgodnie z poleceniem Louisa kieruję się w stronę miejsca, które dzisiaj zapewne służy za parkiet. Na samym początku podobała mi się wiadomość o tym, że Lou znalazł nam robotę, ale kiedy dowiedziałem się, że to imreza jednego z tych bogatych dzieciaków, to miałem ochotę rzucić to w cholerę. Jeszcze na dodatek jubilatką okazała się jedna z tych gwiazdeczek, które rządzą tamtą szkołą i są nadęte jak dynie na Halloween. Obiecałem sobie, że nigdy w życiu nie będę miał do czynienia z takimi osobami, a tu proszę. Jestem na przyjęciu i na dodatek usługuje tym snobom. Gorzej byś nie może. Chyba jednak tak... - odzywa się moje drugie ja.
Przechodząc obok drzwi do tarasu wydawało mi się, że słyszę swoje imię, więc odwracam głowę, lecz po chwili dochodzi do mnie, że był  to zły pomysł. Wpadam na blondynkę, a całe wino z kieliszków ląduje na jej jasnej sukience.

............................................................................................................................................................
Hej! Jak wam się podoba? Jak myślicie, jak zachowa się Demi? Rozdział wyszedł taki sobie, miałam w głowie go ułożonego i bardzo mi się podobał, a wyszedł do kitu, no ale pozostawiam opinię wam. Proszę komentujcie, nawet nie wiecie ile znaczą dla mnie wasze komentarze i jaką są motywacją. Dziękuje za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. Za wszelkie błędy przepraszam.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ