piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 3

" Ludzie nie płaczą, bo są słabi. Płaczą, bo zbyt długo byli silni. "

* HARRY *

Mój mózg natychmiast włączył system alarmowy, spodziewałem się głośnego pisku, krzyku, zbluzgania mnie i zmieszania z błotem. Spojrzałem nie powiem ze strachem w oczach na dziewczynę w jasnej sukience
przede mną, którą widziałem już któryś raz, bo czasami przyglądam się jej kiedy stoi przed szkołą , jej usta utworzyły się w charakterystyczną literkę " O ", wszyscy wokoło nas przestali wykonywać swoje czynności i zapadła cisza, nie licząc grającej muzyki w tle. Czułem wzrok wszystkich obecnych, patrzyłem na dziewczynę i mimo, że wiele razy przez to przechodziłem (Czyt. totalne sponiewieranie ), bałem się, ale nie tyle tego, co może mi nagadać, bałem się, że przez ten głupi powiedzmy szczerze - wypadek, mogę zakończyć swoją "pracę" i wrócić do domu, oczywiście z pustymi rękoma, a pieniądze są w tej chwili nam bardzo potrzebne. Analizowałem krok po kroku zachowanie dziewczyny, by w razie czego jednak samemu się wycofać. Jej brązowe tęczówki odnalazły moje, najgorsze w tym wszystkim było to, że za nic
nie mogłem nic z nich wyczytać. Ale i tak nie to było w tym wszystkim najdziwniejsze. Żebyście widzieli moją reakcje kiedy blondynka zamiast na mnie krzyczeć i płakać, co ja to jej zrobiłem, że to jej najlepsza sukienka i , że w życiu nie było mnie na nią stać, ona najzwyczajniej w świecie zaczęła się śmiać. Moje oczy miały wielkości piłeczek ping pongowych, byłem w takim szoku, że nie mogłem wydusić z siebie odpowiednich słów. Po chwili jednak powróciło mi zdrowe myślenie.
- Przepraszam - powiedziałem szybko, zdając sobie sprawę, że od samego początku, nie powiedziałem tego jakże ważnego słowa, dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się delikatnie, czym kolejny raz mnie zaskoczyła.
- Oj daj spokój - Daj spokój?! Czy ona właśnie spokojnie odpowiedziała daj spokój?! Czy ja aby dobrze trafiłem? Na przyjęcie snobów, to tutaj?
- Powinienem bardziej uważać, na prawdę cię przepraszam.
- To tylko sukienka, nic się takiego nie stało- powiedziała i znów delikatnie i nie powiem uroczo się do mnie uśmiechnęła, ale muszę zachować zdrowy rozsądek, zwierzęta też są miłe, a później znienacka nas atakują.
- Nic się nie stało??! Czy ty siebie słyszysz ? Z tego co wiem, ten pacan wylał wino warte 6 tysięcy za butelkę, na sukienkę z tego co wiem wartą 40 tysięcy i ty mówisz, że nic się nie stało?!! - a nie mówiłem? Obok nas zmaterializowała się z tego co wiem jubilatka, Maci, Martha, Margaret, czy jak jej tam i nastało to czego się obawiałem.
- Margaret uspokój się.... - sytuację i tak już napiętą próbowała zahamować blondynka
-  Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? Idź do łazienki, a ty!! - krzyknęła wskazując na mnie - wylatujesz!!!!!!!! Masz się stąd wynosić, ty i ci twoi zakichani kumple, popełniłam ogromny błąd zatrudniając plebs, mogłam się spodziewać, że coś odwalicie, nie jesteście normalni - zaczęła krzyczeć
- Może uważaj odrobinę na słowa ruda lalko Barbie - obok mnie pojawił się Louis - z tego co wiem, powinnaś umieć bardziej wytworniej się wyrażać, a my nie jesteśmy żadnymi śmiećmi, żeby się o nas tak wyrażać
- Jak śmiesz się do mnie odzywać takim tonem, wynoście się, albo zadzwonię po policję - krzyknęła kolejny raz i wskazała ręką drzwi
- Lepiej stąd chodźmy - powiedział do mnie Louis i wszyscy zgodnie opuściliśmy dom.


* DEMI *

Skierowałam się w stronę łazienki, lecz do niej nie dotarłam. Stanęłam w drzwiach i przysłuchiwałam się dalszej wymianie zdań. Miałam przeogromne wyrzuty sumienia, było mi szkoda tego chłopaka, Margaret zachowała się jakby to powiedzieć..... jak świnia. To ja na niego wpadłam i teraz przeze mnie mają kłopoty. Widziałam jak Marga ich wygania, a w obronie - według moich obserwacji - młodszego kolegi staje inny, lecz nic im to nie dało i zostali wyrzuceni. Czułam się okropnie. Poszłam do tej łazienki i aż przeraziłam się, kiedy zobaczyłam jaką mam zniszczoną sukienkę, nie chodziło mi wcale o żadne pieniądze, przypomniały mi się słowa ojca. Na skórze pojawiła mi się gęsia skórka. Jeśli ją zmienię to ojciec się skapnie i każe mi pokazać sukienkę, więc tak czy tak zobaczy, że jest kompletnie zniszczona i nie da się jej uratować. Więc, jakby to określić - Mam totalnie przerąbane!! Spojrzałam na zegarek na lewej ręce, wskazywał 15 minut przed północą. W mojej głowie pojawiła się kolejna czerwona lampka - Tylko masz czas do północy - kolejny nakaz ojca odbijał się w mojej głowie. Otworzyłam czym prędzej moją torebkę i wyjmując iPhone'a zadzwoniłam po Marka.
                                                                ***
Pod domem byłam niecałe 15 minut póżniej, więc prawie równo o północy.
- Dziękuje i dobranoc Mark - krzyknęłam zatrzaskując drzwi od samochodu i z bijącym sercem jak młot pneumatyczny zbliżałam się coraz bliżej drzwi wejściowych. Czułam jak moje wnętrzności się przewracają, a w brzuchu rodzi się miliony wrednych, złych motyli, które tylko potęgują uczucie strachu. Złapałam za klamkę i ją nacisnęłam w wyniku czego drzwi się otworzyły. W środku paliły się tylko boczne światła, mała ilość małych lampek została zamontowana na ścianach by dawać lekkie światło. Miałam ogromną nadzieję, że rodzice już śpią, a zawłaszcza ojciec. Zdjęłam szpilki i po cichu zaczęłam kierować się na schody. Kiedy miałam stawiać krok na piąty już stopień usłyszałam ten znienawidzony przeze mnie głos.
- Masz się natychmiast odwrócić!! - jego głos był surowy, zimny, groźny i pełen jadu. Przełknęłam  gulę, która utworzyła się w moim gardle i zaczęłam powoli się odwracać w jego stronę. Kiedy to zrobiłam natychmiast poczułam jego silną dłoń i piekący ból na policzku.
- Co to jest do cholery jasnej?!!! - krzyknął i wskazał na moją sukienkę - Czy ja nie dosyć jasno się wyraziłem, że masz jej nie zniszczyć?! - zacisnęłam mocno oczy i bałam się cokolwiek odpowiedzieć - Masz odpowiadać jak do ciebie mówię!!!! - krzyknął po raz kolejny, a ja poczułam jak chwyta za moje włosy i pociąga moja głowę do tyłu, po raz kolejny poczułam przeszywający ból - Odpowiedz!!!
- Tak - wyszeptałam cicho, z nadal zamkniętymi oczami
- Co tak i patrz na mnie jak do ciebie mówię!!!!!
- Tak, wyraziłeś się jasno - odpowiedziałam drżącym i cichym głosem, tym razem ze wzrokiem utkwionym w jego czarnych tęczówkach
- Nie jestem twoim kolegom!! - wrzasnął i odepchnął mnie, w wyniku czego spadłam ze schodów, upadając na zimną podłogę i mocno się przy tym obijając - Masz się odnosić do mnie z szacunkiem!!! A za swoją sukienkę sama zapłacisz, pójdziesz do pracy, nie myśl, że będę utrzymywał takie nic jakim jesteś ty - nachylał się nade mną, kiedy byłam skulona na podłodze, powiedział te słowa i odszedł. Po moich policzkach spłynęły kolejne łzy, wstałam i całymi moimi siłami dotarłam do mojej sypialni, gdzie się zamknęłam na klucz i nie zwracając uwagi na nic, rzuciłam na łóżko i dałam się ponieść płaczu rozpaczy, bólu, tęsknoty....

* HARRY *

Podróż do naszego domu była mega krępująca, zła i straszna. Żaden z nas nic nie mówił, a atmosfera była tak gęsta, że można ją było nożem ciąć. Bałem się cokolwiek odezwać, chociaż bardzo chciałem. Chciałem ich przeprosić, powiedzieć, wytłumaczyć, że to był wypadek. Byłem na siebie wściekły, bo to przeze mnie teraz nie wiadomo czy będziemy jeść. Louis zatrzymał samochód przed domem, wysiedliśmy i skierowaliśmy się do domu. Teraz albo nigdy - pomyślałem, kiedy każdy z nas był już w środku.
- Przepraszam - powiedziałem głośno, by każdy słyszał
- Harry daj spokój, to nie twoja wina - usłyszałem głos Liama
- Li ma rację, poza tym gdyby nie ta ruda małpa, nadal byśmy tam byli. Zauważyliście jak bardzo różniła się od tej na którą wylałeś wino - spytał Louis
- Masz rację, była inna - powiedział Zayn - A to nie twoja wina, jeść mi się chce.
- Zamówmy pizze - krzyknął Niall
- A masz kasę? - spytał mulat, na co blondyn na twarzy posmutniał
- Ja mam, zarobiłem dzisiaj trochę, a jutro dowiemy się czy dostaniemy coś za dzisiaj, to z czym chcecie? - wtrącił się Lou
- Ja odpadam - powiedziałem i skierowałem się do swojego "pokoju". Położyłem na "łóżku" i za nic nie mogłem z głowy usunąć uśmiechu tajemniczej blondynki, tej, która jest inna niż każdy, ta która się różni od wszystkich i której imienia nie znam.....
.............................................................................................................................................
Zepsułam końcówkę, przepraszam. Dla ścisłości - Harry nie zakochał się w Demi ( dla wyjaśnienia ), bo niektórzy mogą to tak zrozumieć, ale wy również miałyście taki przypadek kiedy spotkałyście chłopaka i zapadł wam w pamięć, nie? To właśnie jest taka sytuacja, zapamiętał ją, ale nie zakochał - nie tak szybko - :D Za błędy przepraszam. A poniżej nowa bohaterka:



                                                       Margaret Horton  - przyjaciółka Demi

8 komentarzy:

  1. Świetne ;) Czekam na następny rozdział^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział bardzo ciekawy *_* Jestem ciekawa dalszych części :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super!!! Naxt, please, quickly! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajny rozdział czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  6. Ś W I E T N Y! Musiałam to przeliterowywać, bo rozdział mi się strasznie podobał.

    OdpowiedzUsuń
  7. extra :). Mam małą proźbe mogłabyś wpaść do mnie. Dopiero zaczynam i bardzo mi zależy na twojej opini . www.zycie-jest-banka-mydlana.blogspot.com
    Prosze wpadnij .. Zaczarowana.1D

    OdpowiedzUsuń